Kwiecień to dla mnie zawsze ten moment kiedy zaczynam grzebać w garażu i wyciągać sprzęt wędkarski z zimowego snu. Sprawdzam żyłki, kołowrotki, haczyki — i co roku okazuje się, że czegoś brakuje albo coś się zepsuło. Kiedyś od razu jechałem do specjalistycznego sklepu i zostawiałem tam pół wypłaty. Teraz jestem mądrzejszy i zanim wydam fortunę, przeglądam oferty dyskontów. Serio, w ostatnich latach sieci handlowe mocno weszły w segment wędkarski i da się tam znaleźć naprawdę porządne rzeczy za ułamek ceny ze sklepu branżowego.
Podstawa to oczywiście wędka i kołowrotka. Nie musicie od razu kupować czegoś za 500 zł — na początek wystarczy uniwersalny zestaw w przedziale 80-120 zł. Ważne, żeby dopasować długość wędki do typu łowiska. Nad małym stawem wystarczy 180-210 cm, na większym jeziorze lepiej mieć 270-300 cm. Kołowrotkę dobieramy do wędki — rozmiar 2000-3000 to bezpieczny wybór na większość polskich wód. Nie dajcie się nabrać na super promocje na zestawy z pięcioma wędkami i dwudziestoma akcesoriami za 49 zł — to zazwyczaj plastikowe zabawki które rozlecą się po dwóch wyprawach.
Ja zawsze zaczynam od przeglądania gazetek promocyjnych największych sieci. W tym sezonie szczególnie ciekawą ofertę ma Biedronka ze sprzętem marki Paladin — zestawy wędkarskie, torby, akcesoria w naprawdę przystępnych cenach. Kto szuka szczegółowego przeglądu co i za ile, ten powinien zajrzeć do poradnika o sprzęcie wędkarskim w Biedronce — jest tam rozpisane wszystko ze cenami i parametrami. Oprócz Biedronki warto też sprawdzać Lidl (mają swoją markę Crivit) i Auchan. Porównywanie ofert z kilku sieci to najlepsza strategia — każda ma inne produkty w promocji.
Najtańszy nie zawsze znaczy najgorszy, ale kilka rzeczy warto sprawdzić. Po pierwsze — materiał kołowrotki. Plastikowa obudowa to sygnał ostrzgawczy, metalowa lub grafitowa to minimum. Po drugie — żyłka dołączona do zestawu to zazwyczaj najsłabszy element i lepiej ją od razu wymienić na porządną monofilową za 15-20 zł. Po trzecie — sprawdźcie czy prowadnice na wędce są ceramiczne albo przynajmniej pokryte tlenkiem aluminium. Stalowe prowadnice szybko rysują żyłkę i skracają jej żywotność. Szczerze mówiąc, nawet w tanich zestawach z dyskontów te elementy bywają przyzwoite — po prostu trzeba wiedzieć na co patrzeć.
Poza wędką i kołowrotką jest kilka rzeczy o których początkujący zapominają, a które robią ogromną różnicę. Porządny podbierak — bo wyciąganie ryby ręką to najlepszy sposob żeby ją stracić. Składany stołek albo krzesełko — wasze plecy podziękują po trzech godzinach siedzenia nad wodą. Nożyczki lub obcinacz do żyłki — próba odgryzania żyłki zębami to droga do dentysty, nie do rekordu. I jeszcze jedna rzecz której nauczyłem się po latach — zapasowa szpula z cieńszą żyłką. Czasem ryby są kapryśne i grubsza żyłka je płoszy, a możliwość szybkiej zamiany szpuli ratuje całą wyprawę. W ofercie Biedronki widziałem składane wiadro za 14,99 zł i podbierak za 24,99 zł — to dokładnie takie rzeczy które warto dorzucić do koszyka przy okazji zakupów spożywczych.
Dobry sezon wędkarski nie zaczyna się od drogiego sprzętu, tylko od dobrego planowania. Przejrzyjcie gazetki, porównajcie ceny, kupcie mądrze — a resztę zrobi już cierpliwość i dobra pogoda.