Botki to jesienny zakup, który najłatwiej zepsuć. Nie dlatego, że trudno o ładne, tylko dlatego, że w sklepie wszystkie wyglądają podobnie, a różnice wychodzą dopiero po trzech tygodniach chodzenia po mokrych liściach. Skóra naturalna czy ekoskóra? Obcas czy płaska podeszwa? Odpowiadamy bez marketingowej otoczki, z perspektywy kogoś, kto co roku ląduje z tą samą parą u szewca.
Zacznijmy od tego, co widać w cenie. Botki z naturalnej skóry w sieciówkach zaczynają się od około 200 zł, porządne od 300 zł w górę. Modele z ekoskóry, czyli z poliuretanu na tkaninie, kupuje się za 60 do 150 zł. Różnica jest dwukrotna, więc pytanie brzmi: czy skóra naturalna wytrzyma dwa razy dłużej?
Zwykle tak, a często dłużej. Skóra oddycha, więc stopa się nie poci, dopasowuje się do kształtu stopy po kilku dniach, a zarysowania da się zamaskować pastą. Ekoskóra po jednym sezonie zaczyna pękać na zgięciach przy palcach i tego nie naprawi żaden szewc. Ma jednak dwie zalety: nie boi się soli i błota pośniegowego tak jak skóra, i nie wymaga impregnacji. Dla kogoś, kto zmienia buty co sezon, bo lubi nowe fasony, ekoskóra jest wyborem rozsądnym. Dla kogoś, kto chce mieć jedną parę na trzy jesienie, nie.
Metka z symbolem rozciągniętej skórki to najprostszy trop, ale nie jedyny. Skóra naturalna ma nieregularne pory i lekko nierówną fakturę, ekoskóra jest idealnie powtarzalna. Skóra pachnie garbarnią, tworzywo lekko chemicznie. I najważniejsze: naciśnij palcem cholewkę. Skóra marszczy się drobno i wraca, ekoskóra tworzy jedną gładką falę.
To pytanie mniej o modę, bardziej o codzienną trasę. Botki na niskim, szerokim obcasie (3–5 cm) są stabilne, wydłużają sylwetkę i sprawdzają się w biurze. Ale na mokrych płytach chodnikowych i liściach każdy obcas to loteria, a po ośmiu godzinach na nogach nawet cztery centymetry dają o sobie znać. Płaskie botki z grubą, bieżnikowaną podeszwą wygrywają na dojazdach, spacerach i przy dziecku w wózku.
Sposób, który sprawdza się u wielu osób: jedna para na obcasie do pracy, druga płaska, na resztę tygodnia. Przy budżecie na jedną parę lepiej wybrać płaską, bo elegancki obcas w listopadowej ulewie i tak zostaje w szafie.
Najlepszy moment na botki to druga połowa września. Sklepy mają pełne rozmiarówki, a pierwsze przeceny wrześniowych kolekcji pojawiają się już w połowie października. Przecenione na końcu sezonu, w lutym, są najtańsze, ale wtedy kupuje się je na kolejny rok i trzeba trafić z fasonem. Sensowny budżet na jedną, uniwersalną parę skórzanych botków to 250 do 350 zł. Powyżej tej kwoty płaci się głównie za markę, poniżej 200 zł skóra naturalna zdarza się, ale trzeba czytać metki uważnie. I wybierać dopiero po przymierzeniu obu butów na skarpecie, w której naprawdę będzie się je nosić.